22 maja 2017

spokój

Przejechałam w miniony weekend setki kilometrów.

Wracając miałam poczucie, że warto było wysiedzieć dłużące się godziny w samochodzie.

Spędziłam dwa dni na wsi, takiej prawdziwej wsi, gdzie chwilami jeden dom oddzielają od drugiego kilometry.

Gdzie rano słyszysz tylko śpiew ptaków i pianie koguta, a w sobotę po godzinie 12-ej nie zrobisz już zakupów w

pobliskim sklepiku. Gdzie można wejść do kurnika i podejrzeć malutkie kurczątka.

 

Nie pamiętam, bym podczas ostatniej wizyty, czuła taki zachwyt tym miejscem…

Ile musiało się zmienić, we mnie, żebym teraz czuła radość stąpając boso po trawie i zaglądając do starej szopy.

Czuję te zmiany, cieszę się nimi.

 

Obserwowałam bliskich mi ludzi i dostrzegałam w nich wyjątkowy spokój…

Żyją skromnie, ale w ich oczach widać szczęście. Sprawiają wrażenie, jakby wszystko, co jest dla nich materialnie

nieosiągalne, nie istnieje. Najważniejsze, że mają siebie. Mogą wzajemnie otaczać się opieką, pić wspólnie kawę przed

domem, przynosić świeżo zerwany szczypior do sałatki, wykopać młode ziemniaki na obiad.

Nie denerwują się, że w kranie nie ma chwilowo ciepłej wody. Będzie za pół godziny, gdy się nagrzeje.

Trzeba tylko iść podłożyć jeszcze do pieca… tak po prostu…

 

Ten spokój przekłada się na każdą dziedzinę życia i jednocześnie potęguje uważność…

Na siebie, na drugą osobę.

Ona jest chociażby w pytaniu „trzeba ci jeszcze w czymś pomóc?” W podążaniu za sobą, krok w krok.

W patrzeniu w jednym kierunku.

 

Dziękuję Wam za tę lekcję.

Wrócę niebawem, po ten spokój. Chcę go zabrać jeszcze więcej ze sobą.

 

 

 

16 maja 2017

maj

Maj, wszystko kwitnie… Zazielenił się dywan wokół mojego czerwonego domku.

Nieśmiało odsłaniam kawalątki ciała przed promieniami słońca. Marszczę nos…

Chcę nacieszyć oko kolorami, wdycham zapach mokrej od deszczu ziemi.

Pokonuję kilometry, by dotrzeć do miejsc, w których nigdy wcześniej nie byłam.

Dostrzegam wszystkie maleńkości, które przynoszą radość.

 

Za każdym razem, gdy wstaje nowy dzień, ja nadal mam głowę pełną marzeń.

I tylko to jest pewne. Albo aż tyle.

To, że nikt mi ich nie odbierze, nie każe porzucić, nie wymaże gumką.

One będą, napędzają, dostarczają tlenu do płuc.

Nawet, gdy skończy się maj i ustąpi czerwcowi…

 

 

 

8 maja 2017

za dużo

Przychodzi czasami taki moment, gdy człowiekowi  jakoś ciężej.

Kładzie się wieczorem do łóżka, okrywa szczelnie kołdrą, zamyka oczy i czuje, że nieprędko uśnie.

Nie pozwala mu gonitwa myśli i to dziwne uczucie „gniecenia na żołądku”.

Nie mylić z przejedzeniem. Niestrawność to pikuś, łatwo nad nią zapanować.

 

Różne bywają powody takiego stanu ducha. Najczęściej to uszczypliwość losu.

Nagromadzenie zbyt wielu powinności pomieszane z niespodziankami, na które niekoniecznie mamy wpływ i ochotę.

Czyli życie, po prostu…

Chwilami przytłacza nas szerokim wachlarzem emocji, które ma do zaoferowania.

 

Nawet w tej chwili!

Literki nie chcą się składać w zgrabną całość, gdy z tyłu głowy słyszę „powinnaś”…

A chciałabym zupełnie coś innego.

 

 

 

 

 

 

4 maja 2017

synonim

 

Czym jest szczęście?

Widokiem książek na moim białym regale, okładek i i tytułów zachęcających, by po nie sięgnąć.

Świeżo zebranymi tulipanami, zdobiącymi malutki stolik w rogu pokoju.

Pachnącym garem aromatycznego curry z kalafiora.

Starannie pomalowanymi paznokciami u stóp, czekającymi na odważniejsze promienie majowego słońca.

Pocztówką, wyjętą ze skrzynki na listy.

Dobrym słowem usłyszanym w ciągu dnia, uśmiechem pani z kiosku.

 

jego głową na moich kolanach…

(bezmiar szczęścia)