31 lipca 2017

8

Jutro lipiec będzie już tylko wspomnieniem.

To był wspaniały czas, pełen niesamowitej energii, spotkań i uścisków, uśmiechniętych oczu,

rozmów, dobrego jedzenia.

Dni, które dały mi poczucie, że gromadzę wokół siebie ludzi, dla których jest miejsce w moim sercu,

i dla których ja jestem ważna.

 

Czuję w sobie gotowość na sierpień, który czuć wieczorami w powietrzu.

Cieszę się na powitanie sezonu dyniowego, ciasta drożdżowego ze śliwkami,

gotowanej kukurydzy, krótkiego urlopu nad polskim morzem, święta ceramiki bolesławieckiej.

Malutkimi krokami nastrajam się na nadchodzącą jesień,

gromadzę lakiery do paznokci z jej palety kolorów,

a w mojej szafie pojawia się płaszcz i ciepły szal na chłodniejsze dni.

 

Doceniam rytm natury, to, że wszystko ma swój czas.

Nie chcę niczego przyspieszać, chcę chłonąć wszystko to, za czym za chwilę będę tęsknić.

 

 

27 lipca 2017

siła

Uwielbiam otaczać się kobietami. Tymi szczególnie bliskimi mojemu sercu.

Niezależnie od częstotliwości naszych spotkań.

Uwielbiam chłonąć ich energię, czerpać z doświadczeń.

Uwielbiam zadawać pytania,słuchać o tym, co czyni je pewnymi siebie.

Uwielbiam przyglądać się gestom, które towarzyszą im podczas dyskusji.

Uwielbiam dostrzegać ich zmysłowość, odsłonięty obojczyk, gołe stopy wystające spod zwiewnej sukienki,

pomalowane paznokcie delikatnych dłoni, niedbale związane w warkocz włosy…

Uwielbiam mieć poczucie, że jestem składową kręgu, w którym umacnia się nasza więź, w którym każda jest

wyjątkowa, inspirująca, ważna.

Każda jest Siłą.

24 lipca 2017

tu i teraz

Patrząc w lustro uśmiechasz się do swojego odbicia.

Delikatnie masujesz ciało i wcierasz w nie masło shea.

Przechadzając się wśród wieszaków w ulubionym sklepie odzieżowym dokładnie wiesz, czego szukasz.

Ten fason, ten kolor, ten materiał, ta spódnica.

Dbasz o to, co znajduje się na Twoim talerzu, ale nie odmawiasz sobie przyjemności.

Nie znasz powodu, dla którego miałabyś to robić.

Ćwiczysz, gdy czujesz, że tego potrzebujesz i chcesz, dla siebie.

Otaczasz się życzliwymi ludźmi, dla nich masz czas.

Kochasz i czujesz się kochana. Uwielbiasz się tak czuć!

Sięgasz po książkę, która poruszy w tobie odpowiednią strunę, dokładnie tę.

Mówisz „tak”, bo chcesz, mówisz „nie” bo możesz.

Jesteś tak bardzo tu i teraz.

 

13 lipca 2017

przez żołądek do serca

Nie wychowałam się w domu, gdzie celebrowano wspólne posiłki,

gdzie każdy weekend pachniał ciastem,

a ja mogłabym podglądać krzątającą się przy garnkach babcię.

Jako podlotek miałam ograniczony repertuar potraw, które podbiły moje serce,

do łazanek przekonałam się jakoś dopiero pod koniec szkoły podstawowej.

Mniam!

Dziś wspominam z nostalgią tzw. pampuchy z sosem jagodowym, które robiła mama,

zupę gulaszową, placki ziemniaczane.

Zapach maminego sosu uruchamia moje ślinianki (o dziwo, mojego syna też!)

chociaż go nie jadam, ponieważ od prawie dwóch lat jestem weganką.

Moja przygoda z kucharzeniem zaczęła się właśnie w momencie,

gdy świadomie wybrałam drogę roślinożercy.

To był przełom!

Z zupełnej kulinarnej ignorantki,

która najchętniej odgrzewała podarowane przez teściową pierogi,

stałam się pasjonatką książek kucharskich,

mieszania, pieczenia, lepienia wegańskich burgerów i zamykania w słoiku sosu śliwkowego.

Uruchomiłam głęboko ukryty zapłon, który czekał na ten czas.

Ogień!

Prawdziwą radość zaczęły sprawiać mi zakupy na lokalnym ryneczku,

oglądanie, dotykanie warzyw, wąchanie ich zapachu,

a w konsekwencji przygotowywanie z nich wartościowych i smacznych posiłków.

Zrozumiałam, że w gotowanie też mogę włożyć całe serce,

choćby po to, by karmić siebie i tych, na których mi zależy.

Mogę w ten prosty sposób pokazać komuś, że o nim ciepło myślę.

To lepsze niż kupienie w pośpiechu prezentu w galerii.

Ofiarowuję nie tylko swój czas, to coś więcej, coś niepoliczalnego.

 

W kuchni targają mną emocje, całe morze emocji,

od euforii, po ciekawość, oczekiwanie i chwilami rozczarowanie.

Uczę się cierpliwości, tego, by próbować po raz kolejny, do skutku,

a doglądanie rosnącego ciasta przez szybkę piekarnika to najskuteczniejsza terapia na gorszy dzień.

Niezawodna i darmowa!

Szczęście dostępne na wyciągnięcie ręki…

(może być ubrudzona mąką)

<3

 

11 lipca 2017

więcej

Pogoda za oknem nie sprzyja działkowemu lenistwu.

Hamak schowany w czerwonym domku, trawa i jabłonki skąpane w deszczu.

I właśnie ten dudniący o szyby deszcz nastroił mnie do tego, by zrobić rachunek sumienia.

 

Zapędziłam się ostatnio, przepadłam. Wpadłam w machinę, którą ciężko zatrzymać.

Robię bez ustanku klik, klik, klik.

Półki uginają się od książek, niektóre tkwią tam od kilku miesięcy i czekają cierpliwie na swoją kolej.

Wciąż odbieram paczki i upycham nowe tytuły na przepełnionym już regale.

Usprawiedliwiam się myślą, że nic nie daje mi takiej radości, jak widok tego kącika w moim salonie…

Ale ostatnio z tyłu głowy słyszę też głos, że jednak przesadzam…

Nie potrzebuję tych wszystkich tytułów.

Tylka połowa zbioru to pozycje, do których będę chciała zajrzeć jeszcze kilka

razy po przeczytaniu.

Czy jest więc sens kupować pozostałe??

Dwa kroki od mojego domu mam dobrze wyposażoną bibliotekę!

Pracują w niej przemiłe panie, które wyciągają mi z tajemnego schowka najnowsze zdobycze.

Uśmiechają się na powitanie i zawsze mają ochotę i czas żeby zamienić ze mną słowo.

Uwielbiam je przeogromnie!

Na stoliku leży Kindle, a e-booki kupowane wspólnie z dziewczynami kosztują grosze i nie zbierają kurzu.

 

Jeszcze do niedawna podobny przepych panował w mojej łazience.

Pełno było w niej buteleczek z olejkami, smarowideł, hydrolatów…

Otrząsnęłam się któregoś razu podczas porządków, gdy część musiałam wyrzucić ze względu na przekroczony termin

ważności lub na to, że zwyczajnie mi nie służyły…

Oczywiście większość była zużyta tylko w minimalnym stopniu..

 

Wstyd mi przed samą sobą.

Rumieniec wyskakuje na policzku i to nie zasługa ulubionego różu mineralnego

w odcieniu „burst your bubble”.

To świadomość, że zawładnęła mną chęć posiadania.

Świadomość tego, że straciłam czujność.

 

Spoglądam na grzbiety książek, poukładane równiutko, zachęcają, by po nie sięgnąć.

Zanim to zrobię, usiądę z kubkiem herbaty (patrz aura za oknem) i odpowiem sobie na kilka pytań.

Pomyślę też, jak mogę spożytkować tę energię, którą wkładałam w buszowanie po internetowych księgarniach 🙂