11 lipca 2017

więcej

Pogoda za oknem nie sprzyja działkowemu lenistwu.

Hamak schowany w czerwonym domku, trawa i jabłonki skąpane w deszczu.

I właśnie ten dudniący o szyby deszcz nastroił mnie do tego, by zrobić rachunek sumienia.

 

Zapędziłam się ostatnio, przepadłam. Wpadłam w machinę, którą ciężko zatrzymać.

Robię bez ustanku klik, klik, klik.

Półki uginają się od książek, niektóre tkwią tam od kilku miesięcy i czekają cierpliwie na swoją kolej.

Wciąż odbieram paczki i upycham nowe tytuły na przepełnionym już regale.

Usprawiedliwiam się myślą, że nic nie daje mi takiej radości, jak widok tego kącika w moim salonie…

Ale ostatnio z tyłu głowy słyszę też głos, że jednak przesadzam…

Nie potrzebuję tych wszystkich tytułów.

Tylka połowa zbioru to pozycje, do których będę chciała zajrzeć jeszcze kilka

razy po przeczytaniu.

Czy jest więc sens kupować pozostałe??

Dwa kroki od mojego domu mam dobrze wyposażoną bibliotekę!

Pracują w niej przemiłe panie, które wyciągają mi z tajemnego schowka najnowsze zdobycze.

Uśmiechają się na powitanie i zawsze mają ochotę i czas żeby zamienić ze mną słowo.

Uwielbiam je przeogromnie!

Na stoliku leży Kindle, a e-booki kupowane wspólnie z dziewczynami kosztują grosze i nie zbierają kurzu.

 

Jeszcze do niedawna podobny przepych panował w mojej łazience.

Pełno było w niej buteleczek z olejkami, smarowideł, hydrolatów…

Otrząsnęłam się któregoś razu podczas porządków, gdy część musiałam wyrzucić ze względu na przekroczony termin

ważności lub na to, że zwyczajnie mi nie służyły…

Oczywiście większość była zużyta tylko w minimalnym stopniu..

 

Wstyd mi przed samą sobą.

Rumieniec wyskakuje na policzku i to nie zasługa ulubionego różu mineralnego

w odcieniu „burst your bubble”.

To świadomość, że zawładnęła mną chęć posiadania.

Świadomość tego, że straciłam czujność.

 

Spoglądam na grzbiety książek, poukładane równiutko, zachęcają, by po nie sięgnąć.

Zanim to zrobię, usiądę z kubkiem herbaty (patrz aura za oknem) i odpowiem sobie na kilka pytań.

Pomyślę też, jak mogę spożytkować tę energię, którą wkładałam w buszowanie po internetowych księgarniach 🙂

 

6 lipca 2017

beztroska

Lato wyzwala we mnie szczególny nastrój. Czuję lekkość, pomieszaną z nutą melancholii.

Rozglądam się uważnie dookoła siebie i szukam wszystkiego, widoków, zapachów,

smaków, które mnie zachwycą,dadzą poczucie beztroski,

pozwolą na chwilę wrócić wspomnieniami do dzieciństwa.

Dziś nogi zaprowadziły mnie do biblioteki.

Uwielbiam to miejsce, chociaż ostatnio trochę o nim zapomniałam.

Podeszłam do półki, gdzie znalazłam jedną z ulubionych serii.

Czytałam ją mając „naście” lat, w głowie zupełnie inne marzenia.

Oczy nie odmawiały mi posłuszeństwa tuż przed wybiciem godziny 22 – ej,

darłam koty z młodszą siostrą o ubrania i kosmetyki,

a tato zawsze zbyt wcześnie wołał mnie z podwórka do domu.

Dziś jestem sporo starsza, a widok tych okładek sprawia, że uśmiecham się do

tej dziewczynki, którą nadal w środku jestem.

Moszczę się wygodnie w hamaku, zapominam o wszystkich

„muszę”, „powinnam”, o tym, co zrobić na obiad i o zapłaceniu rachunków.

Wiatr mną delikatnie kołysze, słońce przedziera się przez gałęzie jabłoni.

Beztroska.

 

1 lipca 2017

pierwszy

Nowy miesiąc!

Świeżutki,niezapisane kartki w kalendarzu kuszą, by użyć różowego długopisu.

Tyle ma do zaoferowania, tyle w nim pokładanych nadziei.

Uwielbiam ten czas!

A lipiec szczególnie, bo to miesiąc moich urodzin.

Nie przeszkadza mi fakt, że za chwilę będę starsza o kolejny rok.

Osiągnęłam już ten etap, gdy jestem swoją najlepszą przyjaciółką.

Akceptuję wszystkie wady i niedoskonałości, troszczę się o siebie,

doceniam swoją kobiecość i uśmiecham się do siebie patrząc w lustro.

Wiem, z czym czuję się dobrze, a co mnie uwiera. I jeśli tak się dzieje, daję sobie prawo, by z tego zrezygnować.

Bywam niekonsekwentna, kapryśna, miewam muchy w nosie.

Chodzę z głową w chmurach, mam serce pełne miłości i otwarte na ludzi.

Ciągnie mnie do nich, chcę więcej i więcej.

Chcę rozmawiać, poznawać ich, słuchać historii.

Doświadczam tego, że energia, którą się dzielę, wraca do mnie ze zdwojoną siłą!!!

Jestem wdzięczna. Bardzo.

Chcę celebrować życie. To zwyczajne, codzienność, ale też chwile wyjątkowe.

Chcę kolekcjonować dobre słowa, obrazy, uśmiechy.

Urodziny są do tego niepowtarzalną okazją, prawda?

 

22 czerwca 2017

koniec

Tak to życie kołem się toczy.

Dziś czas pożegnań, wzruszeń, łez, ostatnich mocnych uścisków i bezzębnych uśmiechów.

Rachunek sumienia zrobiony, jestem bogatsza o wiele cennych doświadczeń.

Żal i wszystko, co złe, zostawiam daleko za sobą. Nie chcę ich w moim sercu.

Chcę zrobić w nim dużo miejsca na nowe.

A to, mam nadzieję, już we wrześniu.

Tymczasem przede mną ogrom letnich dni, spędzanych na wszystkim tym, co dopieści skórę, nacieszy oczy i ukoi

duszę.

Smaki, kolory, dźwięki.

Ostatnie miesiące zostawiają po sobie piękne wspomnienia i to, co dla mnie najcenniejsze – przyjaźń.

 

22 maja 2017

spokój

Przejechałam w miniony weekend setki kilometrów.

Wracając miałam poczucie, że warto było wysiedzieć dłużące się godziny w samochodzie.

Spędziłam dwa dni na wsi, takiej prawdziwej wsi, gdzie chwilami jeden dom oddzielają od drugiego kilometry.

Gdzie rano słyszysz tylko śpiew ptaków i pianie koguta, a w sobotę po godzinie 12-ej nie zrobisz już zakupów w

pobliskim sklepiku. Gdzie można wejść do kurnika i podejrzeć malutkie kurczątka.

 

Nie pamiętam, bym podczas ostatniej wizyty, czuła taki zachwyt tym miejscem…

Ile musiało się zmienić, we mnie, żebym teraz czuła radość stąpając boso po trawie i zaglądając do starej szopy.

Czuję te zmiany, cieszę się nimi.

 

Obserwowałam bliskich mi ludzi i dostrzegałam w nich wyjątkowy spokój…

Żyją skromnie, ale w ich oczach widać szczęście. Sprawiają wrażenie, jakby wszystko, co jest dla nich materialnie

nieosiągalne, nie istnieje. Najważniejsze, że mają siebie. Mogą wzajemnie otaczać się opieką, pić wspólnie kawę przed

domem, przynosić świeżo zerwany szczypior do sałatki, wykopać młode ziemniaki na obiad.

Nie denerwują się, że w kranie nie ma chwilowo ciepłej wody. Będzie za pół godziny, gdy się nagrzeje.

Trzeba tylko iść podłożyć jeszcze do pieca… tak po prostu…

 

Ten spokój przekłada się na każdą dziedzinę życia i jednocześnie potęguje uważność…

Na siebie, na drugą osobę.

Ona jest chociażby w pytaniu „trzeba ci jeszcze w czymś pomóc?” W podążaniu za sobą, krok w krok.

W patrzeniu w jednym kierunku.

 

Dziękuję Wam za tę lekcję.

Wrócę niebawem, po ten spokój. Chcę go zabrać jeszcze więcej ze sobą.